Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wach, pierwiosnków, śpiewu skowronka, i kukania kukułki.
Takie tęsknoty dziecinne.
Nie ten tęskni za wiosną, kto widzi tylko jej piękno. Inna rzecz, gdy całować pragniesz ziemię oswobodzoną z pod śniegu, — sparzyć rękę pierwszą zerwaną pokrzywą, tylko dla przekonania się, że to już wiosna, wiosna przyszła!
Myśl powrotu do Münkshütte nie opuszczała Iugrydy.
— Nie mogę zrozumieć, rzekła jej pewnego razu Karina Landsberg, dlaczego pragniesz wyjechać, czy chcesz być nadal pielęgniarką warjata?
— Ona już nie myśli o wyjeździe, odpowiedziała za nią pani pastorowa.
Ingryda milczała, nie podnosząc oczu z nad kołnierzyka, który haftowała.
— Mówią, paplała Karina, że ty się w nim zakochałaś, skoro tylko trochę oprzytomniał...
— Nie, nie wtedy, Karino, — Ingryda tłumi śmiech, — jakie zabawne są domysły przyjaciółki!
— W każdym razie Gede nie należy do tych, którzy się mogą żenić. Mówiliśmy o tem z ojcem, i on jest zdania, że najlepiej dla ciebie, gdy zostaniesz u nas.
— Bardzo to ładnie z waszej strony, że chcecie mnie zatrzymać. Ingryda rozczulona jest dobrocią swych opiekunów.
— A zresztą, gdyby ktoś za tobą tęsknił, to napisanoby po ciebie, — dowodziła przybrana matka.