Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Hm, rzekła, wierzę — że takie oczy mogą skutecznie rozkazywać. Po raz pierwszy w swem życiu Ingryda usłyszała komplement.
Pani radczyni zauważyła, że dziewczyna musi być bardzo odważną, postępując w ten sposób z wariatem? Ingryda odpowiedziała, że pragnęła koniecznie ukryć się przed wychodzącymi z kościoła, a przekupień nie jest wcale warjatem, nie czyni nikomu nic złego.
Pani radczyni ciekawą była dowiedzieć się nazwiska tego przekupnia. Ingryda nie zna nazwiska jego, ani imienia, wie tylko, że go przezywają „kozłem“, co go bardzo gniewa.
Kilka jeszcze zapytań postawiła pani radczyni dziewczynie, a mianowicie, jak się zachowuje przekupień, gdy przychodzi z towarem, czy jest jej wstrętnym, czy kpi także z „kozła“?
Dużo goryczy było w głosie pani radczyni, gdy mówiła o „koźle“.
Dziewczyna odpowiedziała, że przekupień zazwyczaj jest łagodny, zupełnie nie wydaje się jej wstrętnym, a ona nie ma zwyczaju kpić z nieszczęśliwych.
Oczy pani radczyni zamgliły się i stały się bardzo przyjazne.
— Moje dziecko, rzekła, posiadasz dobre serce i zdaje mi się umiesz obchodzić się z wariatami, a to wielki dar, — zazwyczaj ludzie boją się tych nieszczęśliwych.
Po tych słowach w pokoju pani radczyni zapanowała cisza.