Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jednak skoncentrowanej esencyi nieprawości, niegodziwości i występku, z jakich słynie Port-Said, nie znajdziesz na żadnym ze stałych lądów kuli ziemskiej. Zbiór to szumowin ze wszystkich miejsc podobnego rodzaju. W środku też jaskini tej, otoczonej zewsząd piaskami, nad którymi złudne unoszą się miraże, zobaczysz wielu mężczyzn i kobiet, znanych ci dawniej w innych krajach.
Dick umieścił się w otoczeniu więcej burzliwem, niż przyzwoitem. Wieczory spędzał na wybrzeżu, przyglądając się okrętom, gawędząc ze znajomymi. Spotykał więc piękne Angielki, widziane już na werendzie hotelu Shepheard’a, — korespondentów wojennych, w wiecznym żyjących pośpiechu, — marynarzy, przysłanych wraz z flotą na czas wojny, a dziś wracających radośnie do domu, — mnóstwo wreszcie oficerów i całe gromady ludzi mniej szanowanego fachu.
Zyskiwał on tu rzadką sposobność studyowania ludzi wszelkich ras i narodowości, a co więcej — studyowania ich w świetle potężnych wzruszeń i namiętności. Widywał hordy te przy stołach gry, w knajpach, w tanecznych piekłach, wszędzie wreszcie. Jeżeli silne wrażenia zbrzydły mu, miał na odpoczynek piękny krajobraz kanału i piasków błyszczących,