Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/353

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie mogę przecież iść z tobą w biały dzień do zatoki. Pomyśl, coby się stało, gdyby cię która z angielskich ladies zobaczyła jawnie w takiem towarzystwie.
— Niema tu moich rodaczek; a zresztą, gdyby nawet były, mało dbam o nie. Prowadź mię, proszę.
Pomimo całej niecierpliwości Heldar’a, statek, którym miał pojechać, wieczorem dopiero wyruszał z portu. Tymczasem madame układała się z kapitanem i owym Jerzym, mulnikiem, o najdrobniejsze szczegóły w podróży ociemniałego. Ktokolwiek zaś znał panią Binat temu nie przyszłoby na myśl być jej nieposłusznym: ściągnięcie bowiem gniewu jej groziło zasztyletowaniem w jakim zaułku, śmiercią w którym z podwładnych jej dyabelskich przybytków.
Przez sześć dni, bo dwa z nich stracono na kanale, parowiec płynął do Suakimu i przez tyleż czasu Heldar starał się zjednać sobie przewodnika, Jerzego. Gdy wjeżdżali do portu, ten ostatni zaproponował wreszcie:
— Trzymaj się pan mnie tylko, a nikt nie zapyta o twój paszport, nikt nie zatrzyma cię nawet. Zbyt zajęci są wszyscy.
— Dobrze. Chciałbym jednak spotkać kogo Anglików. Znali mnie tu nie dawno;