Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/351

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie poruszaj się — mówiła od progu, — to tylko ja. W moim wieku wolno wejść wszędzie. Wiem, że we Francyi matki przynoszą niekiedy śniadanie synom do łóżka; wyobraź sobie, że w tej roli tu jestem.
Usiadła obok niego, mówiąc szeptem:
— Wszystko ułożone; pojedziesz statkiem, dzięki dziesięciu funtom angielskim, którymi przekupiłam kapitana. Rząd nic mu nie daje, rad więc zarobić pokątnie cokolwiek. Staniecie w Suakimie za cztery dni, pojedzie zaś z tobą Jerzy, grecki mulnik; przyrzekłam mu także dziesięć funtów. Ma się rozumieć, że ja je zapłacę. Nie powinni oni przypuszczać nawet, iż masz pieniądze. Jerzy prowadzi partyę mułów i zabierze cię z sobą aż do Suakimu; aby zaś nie stało ci się co złego, zostawia mi w zakład swoją ukochaną. Dopóki nie odbiorę depeszy, że przybyłeś szczęśliwie na miejsce, ona mi za całość osoby twej odpowiada.
— Dziękuję. Zawstydzasz mnie pani swą dobrocią.
— Gdyby to było możebne, namawiałabym cię, abyś był rozsądnym i pozostał tu z nami; ale... do czegoby to doprowadziło? — Spojrzała na poplamioną swą suknię i uśmiechnęła się z goryczą. — Nie, mój chłopcze, przy-