Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/345

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to ładne sukienki na czas jakiś. Może jesteś w gruncie niezłą dziewczyną, ale ciężko dałaś się we znaki i mnie i Torpenhow’owi.
— Uściskaj go pan jednak ode mnie.
— O, ma się rozumieć, że uściskam. Ale zaprowadź mię do kajuty; tam nareszcie odzyskam wolność, tam nic dosięgnąć mię już nie zdoła.
— Kto będzie opiekować się panem na okręcie?
— Jeżeli pieniądze posiadają moc jakąkolwiek, to na statku zajmie się mną zarządzający, w Port-Said doktor; a dalej, dalej... Bóg. On jeden opiekował się mną dotąd.
I pożegnawszy dziewczynę chłodnym pocałunkiem, Heldar położył się na swem posłaniu, czekając, aż okręt, opróżniony z krewnych i przyjaciół, z kobiet, które z płaczem odprowadzały podróżnych, przyjmie zwykłą swą fizyognomię. Dziwna rzecz, człowiek ten, onieśmielony kalectwem, zniedołężniały wskutek ślepoty, tu odzyskiwał całą swobodę i przytomność. Zdawało się, że znał z góry każdy zakątek kajuty i okrętu, że się urodził i wzrósł wśród tych sprzętów. Opatrzność też zesłała mu litościwie skarb, nieznany od dawna, bo sen spokojny a głęboki, sen, który uwolniwszy go od obrazu Maisie, rozproszył się dopiero