Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ma tam który z was igły? Udało mi się dostać kawał starego worka.
— Dobrze, pożyczę ci grubą iglicę od pakowania, ale dasz mi w zamian sześć cali kwadratowych płótna z owego worka. Kolana mi już na wierzch wylazły.
— Patrzcie go! Sześć cali! Czemu nie sześć akrów, kiedyś taki hojny?... No, daj wreszcie igłę, a zobaczę, może ci zostawię kawałek krajki. Chociaż, co prawda, nie wiem, czy wystarczy jej nawet, aby okryć królewskie me ciało przed tym wichrem zimnym. Dick, co tam znów bazgrzesz w nieśmiertelnym twoim albumie?
— Nic. Szkicuję tylko „Specjalnego korespondenta“ przy naprawianiu podartej garderoby — brzmiała poważna odpowiedź.
Tamten, nie słysząc złośliwej tej uwagi, zdjął tymczasem parę srodze poszarpanych spodni i zaczął przykładać kwadratowy kawałek grubego płótna do największej dziury, która czarną swą paszczę otwierała przed nim. Pojąwszy wreszcie całą rozległość zniszczenia i przyjrzawszy się strzępami obramowanej próżni tam, gdzie sukno niegdyś było, zafrasował się, mrucząc gniewnie: