Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


coś robić, robić koniecznie... Po co marnować czas, którego i tak nie wiele mamy. Gdyby mi kto był powiedział dziś rano, dziś rano jeszcze!... Binkie, czy nie wiesz, gdzie był Mojżesz, gdy światło zagasło?
Pies uśmiechnął się od ucha do ucha, jak na dobrze wychowane zwierzę przystało, lecz żadnej nie dał odpowiedzi.
Heldar ocierał tymczasem czoło, zimnemi kroplami pokryte.
— Co tu robić? Co robić? Nie mam głowy, nie mam pojęcia. A jednak muszę coś postanowić, muszę się czemś zająć, bo inaczej zmysły postradam.
I zaczynał znów chodzić pośpiesznie, gorączkowo. Instynkt wreszcie kazał mu szukać ucieczki w pracy. Wśród nerwowej tej przechadzki wyciągał z kątów stare obrazy, zwracał ku światłu płótna i kartony, zbierał zapomniane notatniki i albumy ze szkicami.
— To na nic, i to na nic — mówił po każdych nowych oględzinach. — Nie, byle nie żołnierze; nie mógłbym już malować ich teraz. Śmierć nagła zbyt blizko mnie samego dotknęła. Och, bo ta walka równa się śmierci i morderstwu zarazem.
Zmrok zapadał, a Heldar’owi zdawało się na razie, że to jego wieczna już noc ogarnia.