Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śmierci wyczerpania i sparaliżowania sił umysłowych. Maisie, uwierzywszy mu — jak zwykle — postanowiła więcej na prozę życia zwracać uwagi.
Gdy Ryszard rozważał później scenę tę wśród ciszy zimowego wieczoru, gdy przypomniał sobie zatykanie dymiącego komina w saloniku Maisie, doświadczał bólu, gorszego od cięcia szpicrózgą. Zdawało mu się, iż sroższego cierpienia nie mógłby zaznać; a jednak przyszła i na nie kolej.
Pewnej niedzieli rudowłosa oznajmiła, iż ma zamiar narysować głowę pana Heldar’a, prosi więc, aby siedział spokojnie czas jakiś; przyczem — dodała jakby od niechcenia — może zechce patrzeć na Maisie. Aby nie drażnić jej odmową, zajął wskazane miejsce; nieruchomość zaś pozwalała mu rozważać, ile to razy on sam innych ludzi w podobnym zużywał celu. Przyszła więc i na niego kreska; a równocześnie, dziwnym zbiegiem okoliczności, stanął mu w myśli Binat, ów Binat, który, zanim doczekał się takiego poniżenia, był przecież sam artystą.
Gdy skończyła, ujrzał szkic własnej głowy, szkic, rzucony ostrymi rysami tylko, a jednak wyrażający z przedziwną siłą: nieme oczekiwanie, tęsknotę, a przedewszystkiem beznadziejne