Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chodzą zamąż dopiero, jak mają dwadzieścia pięć lat. Czy to prawda?
— Tak jest.
— Ya illak! Jak mają dwadzieścia piąć lat! Któżby chciał dobrowolnie ożenić się z kobietą osiemnastoletnią! Taka kobieta starzeje się z godziny na godzinę! Dwadzieścia pięć lat. W tym wieku będę starą babą, a — te bezczelne „mem-log“ są wiecznie młode! jak ja je nienawidzę!
— Cóż one mają z nami wspólnego?
— Nie wiem. Wiem tyle tylko, że na tym świecie może się znaleźć kobieta starsza odemnie o dziesięć lat i która może przyjść do ciebie i odebrać mi twoją miłość, dziesięć lat później i gdy ja będę już siwą staruszką, piastunką syna Toty... To jest niesprawiedliwie i źle. Bodaj wszystkie pomarły.
— Widzisz, mimo wszystkich tych swoich lat, jesteś dzieckiem, które trzeba wziąć na ręce i znieść na dół.
— Tota! Uważaj na Totę, panie mój! Jesteś szalony i lekkomyślny, jak dziecko!
Holden zniósł na rękach po schodach Ameerę, która śmiejąc się, tuliła do siebie i osłaniała ramionami dziecię, patrzące na nią szeroko otwartemi oczyma i uśmiechające się, jak mały aniołek.