Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o jutrze, ale wiemy dobrze, co to miłość i dzień dzisiejszy. A dziś jesteśmy szczęśliwi.
— Jesteśmy tak szczęśliwi, że chciałabym zapewnić sobie to szczęście. A twoja Beebee Miriam powinnaby mnie wysłuchać: bo ona jest również kobietą. Lecz jeśli ona mi pozazdrości? Nie przystoi mężczyznom wielbić kobietę!
Holden roześmiał się głośno, ubawiony tym małym atakiem zazdrości Ameery.
— Nie przystoi, mówisz? A czemuż to pozwalasz, abym ja ubóstwiał ciebie?
— Ty — ubóstwiać? I mnie? Mój królu, mimo tych wszystkich twoich słodkich słów, wiem ja dobrze, iż jestem twą sługą i twą niewolnicą i prochem pod twemi stopami. I nie chcę, aby było inaczej. Patrz!
Zanim Holden mógł jej przeszkodzić, pochyliła się ku ziemi, dotykając jego stóp. Prostując się z cichym śmiechem przytuliła Totę silniej do piersi. A naraz spytała prawie dziko.
— Czy to prawda, że bezczelne białe kobiety żyją trzy razy dłużej odemnie? Czy to prawda, że wychodzą za mąż wówczas, kiedy się zupełnie zestarzeją?
— Wychodzą za mąż tak, jak i inne — kiedy są kobietami.
— Wiem o tem, słyszałam jednak, że wy-