Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kergana z Szu i jednego starego wójta, któregośmy nazwali Kafuzelum — to było dosyć podobne do jego prawdziwego nazwiska — i radził się z nimi przed każdą bitwą. To była jego Rada Wojenna, a czterech kapłanów z Baszkaj, Szu, Chawaku i Madory tworzyło jego radę przyboczną.
W międzyczasie Dravot wysłał mnie z czterdziestu ludźmi i dwudziestoma karabinami oraz sześćdziesięciu ludźmi, niosącymi turkusy, do Ghorbandu, po zakupno tych robionych ręcznie przez puszkarzy emira karabinów systemu Martini. Wyrabiają je w Kabulu, a w Ghorbandzie właśnie stał jeden z gwardyjskich pułków emira. Żołnierze za turkusy sprzedaliby rodzone zęby!
W Ghorbandzie byłem miesiąc. Ich tam namiestnikowi wsunąłem w łapę parę koszyków turkusów, temu tam pułkownikowi, co miał ten pułk, jeszcze więcej i tak od tych dwóch i między narodem wyszperaliśmy przeszło sto ręcznie robionych karabinów, przeszło sto dobrych „Kohat Jezaib“, bijących na jakie 600 sążni. 40 ludzi niosło bardzo marną amunicję do tych karabinów. Tak więc wróciłem z tem, co mogłem zdobyć i rozdałem broń między ludzi, przysłanych mi przez wójtów do wyćwiczenia. Dravot miał za dużo do roboty, aby się zajmować temi rzeczami, ale wyćwiczona przezemnie