Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


służąc niby carowi w jakimś kozackim pułku i pisując korespondencje do jednego z dzienników rosyjskich, którego nazwa nigdy nie brzmiała dwa razy tak samo. Był to przystojny młody człowiek, namiętnie lubiący się włóczyć po niezbadanych częściach świata, a który przyjechał do Indyj właściwie niewiadomo skąd. Przynajmniej nikt nie mógł stwierdzić na pewno, czy dostał się drogą na Balk, Badakszan, Czitrol, Beludżystan, Nepaul, czy jeszcze inną drogą. Rząd indyjski niezwykle uprzejmie usposobiony, wydał rozporządzenie, aby go traktowano jak najgrzeczniej i aby mu pokazano wszystko, co można było zobaczyć. Tak tedy Dirkowicz bujał sobie, mówiąc źle po angielsku, a jeszcze gorzej po francusku, od miasta do miasta, póki wreszcie nie zetknął się z Białymi Huzarami Jej Królewskiej Mości w mieście Peshawarze, znajdującem się u ujścia tej ciasnej, jakby mieczem wyrąbanej szczeliny w górach, znanej ludziom, jako przełęcz Khyberska. Był on niewątpliwie oficerem, udekorowanym na rosyjski sposób małemi, emaljowanemi krzyżami, był bardzo rozmowny i (choć to nie ma nic wspólnego z jego zaletami) został odstąpiony jako zadanie beznadziejne przez pułk Blach Tyrone, który napróżno, pojedynczo i zbiorowo, z całą właściwą sobie gościnnością próbował