Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


umieją rzucać pytony. — Nie widziałem nic innego, oprócz wielkiego węża, który kręcił się wkółko jak głupi, póki nie ściemniło się zupełnie... A jaki on miał rozbity nochal... ha! ha! ha!
— Mowgli! — ozwała się z gniewem Bagheera: — jeżeli nos jego był rozbity, to rozbił on go sobie jedynie dla twego dobra... podobnie jak ja dla twojego dobra naraziłam się na pogryzienie mych uszu, boków i łap, a Baloo na pokiereszowanie szyi i grzbietu. Ani ja, ani Baloo nie będziemy przez czas dłuższy mogli zakosztować rozkoszy łowów.
— E, drobnostka! — rzekł miękko Baloo. — Za to odzyskaliśmy nasze ludzkie szczeniątko!
— To prawda! Ale kosztowało to nas wiele... Przypłaciliśmy to i zmarnotrawieniem czasu, który można było spędzić na miłych łowach... i krwią naszą... i szczecią, której mi moc wyskubano z grzbietu... a wreszcie potrosze i uszczerbkiem na honorze... Bo przypomnij sobie, Mowgli, że ja, czarna Pantera, byłam zmuszona wzywać pomocy węża Kaa... a Baloo i ja zgłupieliśmy, jak małe pisklęta na widok głodowego tańca. A wszystko to, o Ludzkie Szczenię, wynikło z twych zabaw z Bandar-logiem.
— To prawda... prawda! — rzekł Mowgli ze skruchą. — Jestem niedobrem szczenięciem ludzkiem, więc w brzuszku ściska mnie wielki smutek z tego powodu!
— Hmm! Powiedz mi, Baloo, co w tej mierze głoszą Prawa Dżungli?