Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Do-s-s-skonale! Podejdźcież więc na krok bliżej ku mnie!
Szeregi małp posunęły się naprzód bezwolnie i ulegle — a wraz z niemi podążył bezwładnym krokiem niedźwiedź Baloo wraz z Bagheerą.
— Bliżej! — syknął Kaa i znów wszystkie zwierzęta poruszyły się w kierunku Pytona.
Mowgli pochwycił oburącz Bagheerę i niedźwiedzia, chcąc ich powstrzymać. Potężne zwierzury drgnęły, jakby nagle przebudzone ze snu.
— Trzymaj mi rękę na karku! — szepnęła Bagheera. — Trzymaj mnie... inaczej wrócę... wrócę ku wężowi Kaa... O-och!
— E! wielkie mi dziwy, że stary Kaa kręci się wkółko po piasku! — skrzywił się Mowgli. — Chodźmy już stąd!
We trójkę przeleźli przez wyłom w murze i dali nura w knieję.
— U-uff! — westchnął Baloo, gdy znaleźli się znowu pod osłoną drzew. — Nigdy już nie wezmę węża Kaa za sprzymierzeńca!
Dreszcz zgrozy przeszedł mu po całem ciele.
— On umie znacznie więcej niż my! — odezwała się Bagheera, również dygocąc ze wzruszenia. — Gdybym choć chwilkę dłużej została w miejscu, jużbym się teraz znajdowała w jego gardzieli.
— Niejeden się tam znajdzie, nim znowu wzejdzie księżyc — odpowiedział Baloo. — Kaa będzie miał pomyślne łowy... na swój sposób!
— Ale cóż to wszystko miało oznaczać? — zapytał Mowgli, który nigdy nie słyszał o uroku, jaki