Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


lśniły po brzegach poświatą słoneczną. Już zbliżała się pora, w której Chil zwykł układać się do spoczynku, mimo to on wciąż jeszcze krążył nad puszczą, wypatrując niedźwiedzia, — wszakoż nie mógł go dotrzeć przez gęstwę listowia.
— Cóż tam znowu? — zaryczał Baloo.
— Widziałem Mowgliego pomiędzy gromadą Bandar-logu. Prosił mnie, bym was zawiadomił. Śledziłem, co się z nim dzieje. Plemię Bandar-logu uprowadziło go za rzekę do małpiego miasta, noszącego nazwę „Chłodnych Legowisk“. Zatrzymają się tam może na noc, może dziesięć nocy, może tylko godzinę. Nakazałem nietoperzom, aby czatowały podczas nocy. Spełniłem me posłannictwo, a teraz wam wszystkim wdole życzę szczęśliwych łowów!
— Życzę ci jadła po samą grdykę i spokojnego snu, mój Chilu! — odkrzyknęła Bagheera. — Będę pamiętała o tobie podczas najbliższych łowów... i tylko dla ciebie, o najmilszy z myszołowów, odsunę się na bok od jadła!
— Niema za co dziękować! Niema za co! Chłopak rzucił mi czarnoksięskie słowo. Nie mogłem mniej uczynić dla niego!
To rzekłszy Chil, jął zataczać kręgi — szybując wgórę, w stronę swojego siedliska.
— Chłopak nie zapomniał języka w gębie! — rzekł Baloo z odcieniem dumy w głosie. — I pomyśleć, że taki malec już sobie zapamiętał czarnoksięskie słowa ptaków... i to jeszcze w chwili, gdy go ciągano po gałęziach drzew!