Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


odpowiedział Baloo z wielką ufnością. — Trzeba mu przyrzec sporą porcję zwierzyny!
— Podobno, gdy się obeżre, śpi potem przez cały miesiąc. Może właśnie teraz śpi... a jeżeli nie śpi, to czyż nie przyjdzie mu ochota upolować osobiście porcję zwierzyny dla siebie?
Bagheera mało dotąd słyszała o wężu Kaa, z natury zaś była podejrzliwa.
— Gdyby nawet tak było, to tak starzy łowcy, jak ty i ja, potrafimy we dwójkę nauczyć go rozumu!
To rzekłszy, Baloo otarł się wyliniałą brunatną łapą o grzbiet pantery i oboje wyruszyli razem na poszukiwanie skalnego pytona Kaa.
Gdy go zdybali, spoczywał jak długi na krawędzi skały, wygrzanej blaskami popołudniowego słońca, i z lubością przyglądał się otrzymanej niedawno pięknej odzieży. Dziesięć dni ostatnich spędził w zaciszu swego prywatnego domostwa, przebierając się w nową skórę, a teraz przedstawiał się imponująco, gdy wymachiwał olbrzymim, płaskim łbem ponad ziemią, wykręcał długachne — trzydzieści stóp mierzące — cielsko w cudaczne krzywizny i węzły — i oblizywał sobie paszczę na myśl o czekającym go obiedzie.
— Jeszcze nic nie jadł! — odsapnął z ulgą Baloo, dostrzegłszy jego kaftan, pięknie wzorzysty w barwę żółtawą i brunatną. — Miej się na baczności, Bagheero! Po zmianie skóry wąż Kaa widzi trochę kiepsko, a bywa nader skory do napaści.