Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pękłbyś na ćwierci! Usiądź spokojnie i zastanów się nad całą sprawą... obmyśl sposób postępowania... Nie mamy czasu na próżne gonitwy. Jeżeli podejdziemy za blisko, te małpiszony gotowe dla własnego ocalenia rzucić chłopca na ziemię.
Arrrala! Hu-u! One może go już cisnęły na ziemię, bo im się znudziło go dźwigać! Któż ich tam wie! Wszystkiego można się spodziewać po Bandar-logu! Zwalcież mi teraz na łeb furę zdechłych nietoperzy! Dajcież mi do ogryzania spróchniałe kości! Wrzućcie mnie do barci dzikich pszczół, żeby mnie na śmierć pokąsały, i pochowajcie mnie obok hieny... bom jest najnieszczęśliwszy między niedźwiedziami! Arra-lala! Ua-hua! O mój Mowgli, mój Mowgli! Czemuż to, zamiast nabijać ci guzy na głowie, nie ostrzegałem cię przed Małpiem Plemieniem... Może wybiłem ci z głowy wszystkie zadane lekcje... i cóż teraz poczniesz, biedotko, sam w lesie, nie znając słów czarnoksięskich?!...
To rzekłszy, Baloo schwycił się obiema łapami za łeb i zaczął z jękiem tarzać się po ziemi.
— E, co znowu! Przecież dopiero co wyrecytował przede mną bez zająknienia wszystkie słowa! — odezwała się zniecierpliwiona Bagheera. — Mój Baloo, toż ty na starość postradałeś nietylko pamięć, ale i godność osobistą! Cóżby pomyślała sobie dżungla, gdybym ja, czarna pantera, wiła się po ziemi, niczem jeżozwierz Ikki, i wyła wniebogłosy!?