Strona:Romuald Minkiewicz - U wiecznych wrót tęsknicy.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ze spokojem, radosnym niemal, idzie Rapsod ku Śmierci.
Jakie ocknienie Mocy uśpionej zadrgało w Chłopickim w oddźwięk na wizję Śmierci:

»Duch wielki zadrżał we mnie znów na głos wojenny.
Drżę, drżę, to radość, ton, — Sen, Los niezmienny.
Z założonemi na piersiach rękami,
czekam, aż sen się stanie prawdą żywą,
a rzeczywistość zasunie się mgłami.

i widzę gwiazdę mą szczęśliwą... leci,
jak meteoru błysk ogniowy, —
upadła w otchłań,... na dnach otchłani
jeszcze zwodniczym błyskiem gwiazdy świeci...
— Los niech dopełni się...; Fatum mnie mami.
Dobrze i dobrze, z wami idę, z wami!«

(Warszawianka).

Modłami spokojnemi z księgi Rodzaju kończy Biskup swoją ze Śmiercią rozmowę zaduszną...
I idzie w drogę swą.
Jak idzie Hektor:

»Iść muszę, kędy sztandar mój,
kędy proporzec załopoce;
przeznaczeń wicher go podrywa;
tam wiem, że Bóg Hektora wzywa,
bym szedł i walcząc przetrwał noce.

Wiem, jaka moja moc i siła,
Wiem, jaka wola...«

(Akropolis).