Strona:Romuald Minkiewicz - U wiecznych wrót tęsknicy.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do Niego —

Harfiarza gędźnych, z tęczowych snów zwitych strun serca człowieczego, łkających wieczystą tęsknotą »za tem, co hej — w oddali«,

do Niego —

Rozsnuwacza gwiezdnych mgławic nadludzkich wizji witrażowych,

do Niego —

Strażnika Niezłomnego »Skarbów Sezamu« i Wawelu grobów królewskich, rozwartych w dniu Zmartwychwstania,

do Niego —

Dzierżyciela niegasnącej »Pochodni« duszy wolnej, wiary i czynu »Wyzwolenia«,

do Niego —

Twórcy Wszechwzględnego, jedynego u nas Mistrza iście Odrodzeniowego — z nieśmiertelnego szeregu Giottów, Leonardów i Michał-Aniołów.

Nie przychodzę »płakać na zgliszcze«.
Nie będę snuł trenów żałobnych żalu i skargi bolesnej nad świeżym grobem Jego powłoki doczesnej.
Dlaczegóż miałbym płakać?
Duch Jego, myśli i dzieł Jego twórczy czyn został tu przecie »w nieśmiertelności królować kościele...«
Znikło to, co znikome... co rozwiać się musi — dziś czy jutro, zaliż nie wszystko jedno?...
»Ciało pokrywa marna jest, skorupa krucha«.

(Achilleis).