Strona:Romantyzm a mesjanizm.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


życie jego rzeczywiste do życia sztuki”.[1]. Szczerość jest w sztuce warunkiem koniecznym. Artysta daje bowiem to, czem jest sam w swej istocie, nie zaś to, co myśli. Gdy człowiek słaby wielbi swą siłę, pyszny — głosi pokorę, lekkomyślny — mówi o obowiązku, smutny — chce udać radość, — to każda litera, każdy ton, linja każda ich twórczości łamie się i kruszy, i na słuchaczu, widzu, czytelniku sztuka owa udana sprawia wrażenie wręcz odmienne, jeśli wogóle sprawia wrażenie jakiekolwiek. Odnajdują bowiem w niej nie to, co twórca chciał wypowiedzieć, lecz to, czem sam był w chwili tworzenia. Mocą natchnąć może tylko człowiek mocny, ugruntować w prawdzie — tylko człowiek prawy i szlachetny. Stąd to Norwid za główne niebezpieczeństwo w rozwoju kultury uważał dualizm słowa i czynu, prawdy i życia, i za istotny probierz wartości artysty uznawał, czy ów „prawdę na swym stawia grobie, czy się jej grobem podpiera ciosanym”, to znaczy, czy wzgląd prawdy wewnętrznej i zgodności sumiennej uznaje zawsze za czynnik rozstrzygający w twórczości, czy też idzie drogą oportunistyczną, oddając cześć „bałwanom różnych szkół i różnej doby, nie istniejącym a możnym: modom, mniemaniom i czasów ukazom”.
Ów dualizm, skoro się raz staje świadomy, zostaje fałszem, i jako taki jest dziś jedyną niemal formą, w której zło walczy z dobrem, kłamstwo z prawdą, szatan z Bogiem. Ów fałsz — jest to produkt kultury, nawskroś nowoczesna potęga; Platon np. nie miał jeszcze o nim pojęcia. Chrystus jego jad odczuł na sobie, to też pierwszy — jak to stwierdza Leopardi — wystąpił przeciw „światu”. Od tego czasu nie było ani jednego hasła, ani jednej prawdy, którejby nie wzięto jako płaszczyk grzechu i przewrotności.
W tem świetle szczególnej wagi nabiera sztuka; wychowawcze jej znaczenie tkwi właśnie w urabianiu przez nią prawości. Artysta bowiem wypowiadać może tylko treść własnej duszy, to, czem jest sam, najistotniejszą rzeczywistość bytu. Stądto bankructwo

wielkich nawet twórców, gdy pod wpływem pobudek natury zewnętrznej tworzą dzieła, obce ich duchowej istocie (Mickiewicz — w dramatach francuskich, Zaleski w „Duchu od stepu”, Matejko w „Racławicach”). Stąd również wypływa dla artysty więcej, niż dla ludzi nietwórczych, konieczność piastowania we własnej duszy ideałów wielkości i prawości, i wyrastania ku nim. Miarą wartości dzieła sztuki jest wartość twórcy i stopień zrośnięcia się jego ze

  1. Brzozowski — Współcz. kryt. lit. w Polsce, str. 35.