Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Anetka spoglądała oczyma siostry, radowała się, że pokaże jej swój dom, drobiazgi, drzewa, pokryte zielenią i widniejące w dali wzgórza kwietne. Myśląc o tem, że podzieli z nią wdzięk i komfort, Ale doznawała nowych zgoła uczuć radości. Ale przyszło jej na myśl, że oczy Sylwji uczynią porównanie między pokojem własnym i pałacem i cień okrył radość. Ta nierówność zaciążyła jej, jakby była temu winną. Miała wprawdzie możność zaofiarowania siostrze udziału w tych darach losu. Tak, ale była to ponowna okazja przyznania wyższości sobie i Anetka zrozumiała, że nie uczyni tego bez oporu. Pamiętała owo szydercze milczenie, jakiem Sylwja przyjęła pierwszą ofertę. Należało szczędzić jej skrupułów. Cóż tedy począć? Ułożyła kilka planów w głowie, ale żaden jej nie zaspokoił. Zmieniła dziesięć razy umeblowanie pokoju. Zgromadziwszy tu zrazu z dziecięcą radością wszystko co najcenniejsze, kazała to wynieść potem, zostawiając jeno przedmioty najprostsze. Nie było kątka, szczegółu, kwiatu na etażerce, nad którymby nie dyskutowała z sobą. Bała się jeno, by Sylwja nie przybyła, zanim skończy, ale Sylwji się jakoś nie spieszyło i Anetka miała dość czasu przewracać do góry nogami cały dom. Wydało jej się dziwnem potrosze to opóźnianie, ale korzystała zeń, by

40