Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przejęty strachem, aż do ostatniego tchnienia, niby koń dopadający w galopie wzgórza, a te straszliwe obrazy odbiły się, niby na wosku, na wrażliwym umyśle Anetki. Nieraz, gdy leżała w ciemni sypialni, mając już zasnąć, zrywała się nagle i przeżywała ponownie agonję ojca, twarz jego jawiła się przed nią w tak straszliwym realizmie, że nie odróżniała jego spojrzenia od swego, jego tchnienia od własnego oddechu, a śmierć wyciągała po nią dłoń. Byłaby zginęła, gdyby nie siła młodości i odporność organizmu. Im silniej rozpięta jest cięciwa, tem dalej wylatuje strzała życia. Przeraźliwa światłość owych zjaw zgasła, zgładzona swą własną siłą i we wspominaniu uczyniła się noc. Przepadły rysy twarzy, głos i cały refleks osobowości zmarłego, wszystko znikło, a Anetka, usiłująca aż do wyczerpania przytrzymać i utrwalić cień żyjący w niej dotąd, spostrzegła, że niema nic prócz niej samej. Została jeno ona... Ewa zbudziła się w raju bez towarzysza obok siebie, bez tego, który, jak wiedziała, był jej dotąd tak bliski, że nie wysilała się nawet na zdefinjowanie go, on zaś bez jej wiedzy przybierał niepewny jeszcze kształt miłości. Nagle raj utracił swe bezpieczeństwo. Dotarły doń niespokojne powiewy z zewnątrz, dotarło tchnienie śmierci i życia. Anetka rozwarła oczy wśród

15