Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyplenić z ogródka swego dotąd, mimo swej zręczności, nie mogła mała plebejka. Śmiertelnie zraniona Sylwja przestała widzieć przed sobą siostrę i myśląc jeno o rywalce, mruknęła:
— Odpłacę ci z nawiązką!
Wzniesiona wgórę warga jej drgnęła i w myśl zasady: ząb za ząb, oko za oko... nie, dwoje oczu za jedno... rzuciła się w bój. Jakże nierozważną była Anetka! Sylwja nie krępowała się, jak ona, dumą, a każda broń była jej dobrą. Anetka, opancerzona pychą, uważałaby się za zdegradowaną, gdyby Tullio dostrzegł cień jej pożądania. Sylwję nie obchodziły wcale te skrupuły i postanowiła zagrać mu piosenkę najbardziej pochlebną.
— Co wolisz? — pomyślała. — Czy dostojną pogardę, czy miły podziw?
Znała mężczyznę, owo pyszne zwierzę, a Tullio specjalnie lubił kadzidło. To też dała mu go do syta. Naiwnie, bezwstydnie i z całym spokojem, wyuzdana dziewczyna zaczęła wyliczać doskonałości młodego Gattamalaty z Palace-Hotelu, dotyczące ciała, ducha i stroju. Położyła zwłaszcza nacisk na stroju, gdyż jak sądziła, na tem mu najbardziej zależeć musiało. Lubił hołdy wszelakie, to pewne, ale nikt mu nie mówił, że jest piękny, zaś zalety ducha gwarantowało wielkie jego nazwisko. Ale strój stanowił dzieło oso-

95