Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


siostry... gorsza rzecz to to... no, cóż? Szło o tego człowieka, którego Anetka nie szanowała, nie kochała... a pokochała teraz... nie, nie... którego pożądać zaczęła. Zazdrość i duma gorączkowo domagały się, by za każdą cenę odebrała go tamtej, lub przynajmniej nie dała go sobie tamtej wydrzeć („tamta“, oto czem się stała Sylwja dla siostry!...)
Ni na godzinę tej nocy nie zmrużyła oka. Pościel parzyła jej ciało. Z drugiego łóżka dolatywał cichy szmer snu istoty niewinnej.
Gdy się znalazły rankiem oko w oko, Sylwja spostrzegła zaraz, że wszystko ma się inaczej, i nie mogła odgadnąć przyczyny. Anetka miała oczy podkrążone, była blada, twarda, dumna, ale przedziwnie piękna (piękniejsza i brzydsza jednocześnie, jakgdyby na jakiś apel podniosły głowy wszystkie tajne moce jej duszy). Zbrojna w pychę, zimna, wroga, zamknięta w sobie, patrzyła i słuchała Sylwji paplającej jak zwykle głupstwa, oddała jej ledwo: dzień dobry i wyszła z pokoju... Szczebiot Sylwji urwał się wpół słowa. Wyszła również i ujrzała Anetkę schodzącą na dół...
Teraz zrozumiała. Anetka spostrzegła Tullia, siedzącego w hallu, i najkrótszą drogą podeszła prosto do niego. I on zrozumiał, że sytuacja doznała zmiany. Ona siadła przy nim i zaczęli roz-

93