Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skończ z nim! Glupia dziewczyna, nie wie o niczem... Ano trzeba jej dopomóc.
Zaznajomili się, wychwalając razem Anetkę. Włoch był podbity naprawdę. Uradowana, z rozbłysłemi oczyma, Sylwja rozpływała się w zachwytach nad siostrą i czyniła to bardzo zręcznie. Równie zręcznie jednak uzbroiła się we wszystkie powaby swoje, a gdy raz zaczęła grę, nic jej już powstrzymać nie było w stanie. Daremnie mówiła sama:
— Teraz bądź rozsądna, dość tego, posuwasz się za daleko.
Temperament ją ponosił, musiała być mu powolną. To ją bawiło! Oczywiście, ten idjota zapalił się odrazu. O, jakże głupi są mężczyźni? Myślał, że wdzięczy się doń dla jego pięknych oczu... Coprawda, piękne to były oczy... Cóż teraz uczyni ryba, pośród dwu haczyków? Czyżby miał pretensję posiąść obie razem? Na którąż się zdecyduje? Dalejże, chłopcze, wybieraj!
Nie uczyniła nic, by mu wybór ułatwić, nie cofnęła się poza Anetkę, a Anetka nie ustępowała również. Od tej chwili czyniła instynktowne wysiłki, by usunąć Sylwję. Siostry kochały się czule, Sylwja była równie dumną z pochwał, oddawanych Anetce, jak Anetka z wrażenia, jakie czyniła Sylwja. Doradzały sobie wzajem, baczyły

90