Strona:Respha.pdf/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Czułem, iż przyjemność jej sprawia taka właśnie rozmowa o rzeczach potocznych, zwykłych, niezahaczających o to coś brudnolepkiego, obrzydliwego — co gdzieś za nią się wlecze, co ją piętnowało tam, w tłumie ulicznym. A w ogóle wydała mi się sympatyczną. Rozstrzygnął o tem głos i spojrzenie. W głosie nie miała fałszywych lub robionych nut — zupełną bezpośredniość; i to samo w oczach, których spojrzenie usuwało się i chowało, ale schwytane ukazywało przejrzystą do dna toń. Lubię dziewczęta, których dusza odzywa się w głosie i odbija w oczach. Lubię płochliwe cienie, gdy kładą się na szczupłych policzkach lub pod rzęsy. Lubię twarz, która mówi nie samemi ustami.
Wieczór zapadł. Od rzeki ciągnęło zimnym wyziewem. Zawróciliśmy.
Dobrze mi z nią było. Dotąd ani jednem słowem nie potrąciłem o nią samą, nie wypytywałem jej o nic.
Naraz minęła nas dziewczyna strojniej od mojej towarzyszki ubrana, bardziej krzycząco, o niemiłym wyglądzie. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Czarny berecik szepnął:
— To Andzia, my razem mieszkamy.
Głos jej jakoś upadł. Zaraz poczułem, że w tej chwili staje się niespokojną, że coś poczyna