Strona:Respha.pdf/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak daleko odejść w mrok, że nic prócz mroku nie dojrzemy.
Nie mniej — Jasność gdzieś płonie, jest. I od nas zależy, by mroki się z przed niej odsunęły. Gdy od jednego kaganka zapalimy dziesięć łuczywek (a nie ubędzie kagankowi światła od tego), w izbie stanie się jasność taka, że mrok się zaciśnie do ostatnich jej szczelin. — Tego właśnie Bóg żąda: Jam się zapalił Ogniskiem wiecznem i przystęp do mnie każdemu dany; przyjdźcie z kagankami waszemi i zapalone nieście do mroku, by cofnął się do szczelin ostatnich, do Hadesu, gdzie wiecznością jest niebyt, nicość i zło; a nie ubędzie Ogniska mego choć miljony łuczyw odeń się zapalą, ani ubędzie wody żywoty, choć miljony spragnionych darmo ją zaczerpną
Pozorny bywa tedy tryumf złego, bo ani jeden z zapalonych przy Ognisku kaganków zagasnąć nie może, lecz z oddalenia może go mrok przesłonić, gdy w tym mroku nikt nic nie rozpali.
Nie płakać nam przeto żony Lewity, wszystkich dobrych, których źli pohańbili, wszystkich męczenników i męczennic za prawdę, wiarę, ojczyznę, dobro — bo wszyscy żywi. Ale płakać, gdy osamotniałe płonie gdzieś Ognisko, a w naszych rękach niezapalone kaganki; gdy zapomniane płyną gdzieś