Strona:Respha.pdf/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ogród znikł mi z przed oczu, potem matka znikła z przed oczu, potem całe moje kochanie z duszy odleciało i byłem tylko nienawiścią. Czem było gimnazjum lubelskie w owe czasy (wstąpiłem tam do drugiej klasy w dwunastym roku życia, w 1875) pamięta zapewne wielu. W obrzydliwem tem wspomnieniu pewne momenty nie wydają mi się dość jasnemi i bezwątpienia ludzie, którzy gimnazjum to ukończyli, lub dłużej odemnie (byłem tam przed wstąpieniem do Szkoły Realnej w Równem dwa lata) w niem przybyli i większą z ciałem nauczycielskiem mieli styczność — dużo więcej odemnie powiedzieć i obraz cały pogłębić, plastyczniej wystawić by mogli. O plastykę zewnętrzną nie idzie mi, idzie mi tylko o obraz zniszczenia, jakie dokonywa się w duszy dziecka, gdy myśl jego zetknie się z domem szkolnym, zamienionym na dom nierządu myśli w ładzą „chamstwa“. W zewnętrznym jednak domu tego obrazie — powiadam — widzę w swojem wspomnieniu punkty niejasne. Rozum iem w zupełności istnienie system u ciemiężenia szkolnego pierwiastków narodowych i wszelkiego sam odzielnego prężenia myśli nawet po drogach nie objętych bezwzględnym zakazem, systemu świadomie skierowanego ku usunięciu wszystkiego co żywe z nauki. System taki bynajmniej nie jest uwarunkowany program em tym czy innym — realnym,