Strona:Respha.pdf/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w każdej dziedzinie. Miło jest pomyśleć, że zmysł ów nie jest własnością żadnej klasy. Gdyby go nie było w pierwszych „ludziach z ludu“, którzy podeszli do mnie w dzieciństwie, nigdybym z ludem żadnych węzłów nie nawiązał i o miłości dla niego mówić bym mógł, gdybym kłamać ją umiał.
Zamyśliła matka jakąś przybudówkę murowaną do naszego domu. I oto zjawił mi się w ogródku stary mularz Sydor i drugi — nie pamiętam imienia; kobiety ubielone wapnem; chłopcy do podawania cegły. Cały nowy świat! Rzecz dziwna — wcale nowym mi się nie wydał. W pierwszem zawołaniu do mnie Sydora: „A chodż-no tu mały paniczu, miałeś też kiedy cegłę w ręku?“ — było tak coś znajomego. Podszedłem do niego, nie wystawiając ani jednego kolca i wziął mnie na ręce całego z duszą. Ani jego, ani żadna z tych rąk zgrubiałych nie uraziła mnie; grube a tak delikatne, takie przyjacielskie, jak lipy ręce! I dziś mówię — żaden z nich nie uraził m nie nigdy, jeśli nie miał chamstwa w duszy.
Już koniec z ogródkiem. Nie wrócę tam i was nie powiodę. Wkrótce — gdy stanęła przybudówka i poszedł sobie Sydor z towarzyszami (czemuż nie poszedłem za nimi! owej chwili głos wielki wołał — opuść dom rodzicielski by wrócić lepszym, nie zaś gorszym) — stało się ze mną coś takiego, że