Strona:Respha.pdf/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wyszli z zacieni gaju i na drodze, w słońcu, się pożegnali; na Saula, gdy pochylił się przed starcem, padł cień tej wyniosłej postaci i okrył go całego.

II.

Wracał Saul inną drogą, na Selsę, grób Racheli, dolinę Taboru i ów pagórek boży, gdzie spotkanie z gromadą proroków Samuel mu przepowiedział.
— I z niemi ty sam będziesz prorokował, a odmienisz się w innego męża.
On już się odmienił. Nie był to człowiek z dnia wczorajszego, drobnemi rzeczami sfrasowany, ale tęgi jakiś, w radosnej zadum ie nowe, a wielkie w sobie i dokoła światy widzący. Były one w nim, nie Samuel je tam nasadził, były jako rola pod śniegiem. Od słów Samuela zazieleniło się naraz w duszy saulowej, zakwitło; zaszumiały mu wiatry ożywcze i zapachniała jakaś nowa wiosna. Innym okiem patrzał i wszystko inne widział. Gdy droga go doliną u podnóża góry wiodła, niepohamowane pragnienie rączo go na jej szczyt pchnęło by stamtąd nowemi oczami ogarnąć kraj.
Patrzał zdumiony, przejęty, z łoskoczącem w piersi sercem...
W okręgu — cały Kanaan od niebieszczy morskiej na zachodzie do zwierciadlanej tafli jeziora