Strona:Respha.pdf/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wdzięczny. Jeszcze poręczy łóżek chwytać się z słabości musiał, a rwał się by czemś zakonnicy pomódz i usłużyć.
Ale wyzdrowiał. Zamknęły się za nim drzwi szpitalne i nieumyta proza znów go zagarnęła. I zaraz rozczochrały mu się włosy, a punkt ciężkości począł się chwiać, nie mogąc wyczuć oparcia. Więzienie uczyło go powabu pracy, szpital odsłaniał urok życia.
— Dobre, dobre dzieciska — tak zawsze kończyła Karolowa o nich.
A mąż — nie raz posiniaczy ją, ukrzywdzi, gdy zaś pijany przewali się na podłogę, ona mu poduszkę z siana pod głowę podłoży i sam a głową nad nim kiwa:
— Dziwny, dziwny człowiek. Dawniej taki nie był.
Wszystko jej tylko dziwne. Dziwem wszelki występek.
I tak chodzi sobie po świecie zawsze pogodna, dla wszystkich życzliwa, cicha, skromna. Chyba miło Bogu przepływać przez jej duszę — czy to wtedy gdy drepcze z tobołkiem do więzienia, czy gdy zatarta w tłumie modli się w kościele: „Boże! nie patrz krzywo na moje dzieci. One są dobre, tylko coś się z niemi dziwnego wyrabia“... I gdy tak krąży od pijaka do prostytutki, do małego złodzieja —