Strona:Respha.pdf/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czy odmówi uczęszczania do lekarza, oględzinom którego podlegać musi, i powtórzy się ta sama historja. Będzie siedziała.
Innym razem znów widzę tobołek i w nim rychtyk to samo, tylko koszula męzka.
— To dla Wacka. Dziś widzenie.
I dla niego „siedzenie“ jest regułą, swoboda ruchów na świecie wyjątkiem, który nigdy niczego nauczyć go nie może i znów wpędza go w regułę. Tylko pierwszy zegarek puszczono mu płazem ze względu na młodociany wiek.
Ma jeszcze Karolowa i trzecie dziecko — najstarszego syna Jana. Ten jest porządny. I o tego właśnie ona nie dba — i bodaj że wcale go nie lubi. W istocie antypatyczny. Drewniany sobek. Nie pije — praw da, nie kradnie — prawda. Ale drewno drewnem, nic z niego nie wypuka. W tych zaś dwojgu rozpustnych i bez pukania odzywało się raz wraz coś takiego, co chwytało za serce. Te dzieci umiały i popłakać i śmiać się — i użalić się — i potęsknić — i roić o czemś. Była w nich i chętność jakaś i uczynność, tylko środek ciężkości i punkt oparcia nie były należycie umieszczone, więc kto chciał, to wyprowadzał ich z równowagi i obalał na ziemię lub pchał dokąd mu się spodobało. Przez kogoś były zawsze eksploatowane. Janek — gdy mógł, eksploatował sam.