Strona:Respha.pdf/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mienne i w żarze ich już się począł wypalać brud, co ją oblepił. Nie byłoż to — „z mułu ziemi“ powstawanie!...
Nie kochałem jej. Nie była Emilcią, moją pąsową różyczką z perlącemi się na niej łezkami rosy. Ale za ową chwilę nie mniej, niż tam tej jestem wdzięczny. Jakieś delikatne, przejrzyste skrzydła łopotały wtedy nademną i radość lekka i lotna — nie powiem żeby w mnie wchodziła, lecz mnie brała w siebie i niosła dokądciś.

∗             ∗

Nie mogę się utrzymać na jednej linii i znów muszę zboczyć, ale to będzie blizkie i krewne. Była we mnie niemoc czynu, która w pewnym, dość długim okresie mego życia ujawniała się poprostu w jakimś zaniku czy przytłumieniu zmysłu pracy. Niczem innem — a już zgoła nie jakąś niesprawiedliwością losu lub winą społeczeństwa — nie mógłbym sobie samemu wytłómaczyć faktu, jaki się ze mną zdarzył, iż człowiek młody, inteligentny, z nieco wyższem niż średnie wykształceniem, zdrów (bo choć byłem wątły, ale skoro mogłem bezkarnie znosić brak i nędzę, to mogłem znieść i brzemię pracy, choćbym w braku innej zabrał się do łopaty) — w ciągu jakichś dziesięciu lat kołatania się w Warszawie nie mógł sobie nic znaleźć, żeby musiał przemie-