Strona:Respha.pdf/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szkiwać w norach piwnicznych z żebrakam i i hultajstwem[1], żeby po tygodniach nie jadał nic ciepłego, żeby czerpał zarobek z pisania listów służącym lub prostytutkom, lub próśb żebrakom, żeby sam uciekał się do wypraszania zapomóg — i dla pociechy, żeby wkraczał do szynku. Czasem naprawdę trudno o pracę, ale tu bezwątpienia musiało być co innego. Zastanawiam się nad tem nie jako swój adwokat, lecz jako badacz siebie. Przypominam sobie, iż przesyłając p. Aleksandrowi Świętochowskiemu (w roku zdaje się 1902 czy 1903) zbiorek drukowanych w jego „Prawdzie“ Chwil pisałem coś o owym 10 letnim okresie (mniej więcej od 1890 do 1900 r.) swojej wielkiej biedy i wtedy — sądzę, że w dobrej wierze,

  1. W Tomaszu Sitoku — w drugim zbiorku moim p. t. „Liote“ — opisałem swego spółmieszkańca. Znikł mi potem z oczu. Przed laty 16 żebrak ten wystawał na ul. hr. Berga, w kawałku od Krakowskiego do Włodzimierskiej. — Mówiąc o hultajstwie mam na myśli populacyę nieistniejącego już dziś domu Srula Miotełki na rogu Żelaznej i Ogrodowej. Przez parę lat prowadziłem tam „meldunki“, za co miałem malutką przewiewną facjatkę, do której nietylko oknem gwiazdy zaglądały. W tym „drewniaku“, na rogu którego mieścił się słynny w owe czasy, w tamtej dzielnicy, szynk Miotełki, — prócz kilku uczciwych robotników — same ciemne zamieszkiwały postaci — pobytowi, sutenerzy, stadła nie powiązane ślubem, ohydne w rodzaju Skublińskiej baby i t. p. To wszystko jakiś Zola żywcem by wsadził do „L’Assomoir’u “.