Strona:Rabindranath Tagore - Pieśni ofiarne.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


23.

Próżno czekałem na Niego noc całą, —
Lękam się, czyli w ranka szczyptę białą,
Gdy zadrzemała ma dusza znużona,
Nie był tu, jako chwila już wyśniona...
O, pozostawcie, druhowie, otworem
Drzwi — nie zrażajcie Go pytaniem skorem!

Gdy mnie szmer Jego nie obudzi kroków,
To mnie nie ruszcie, nie płoszcie uroków, —
Ani sejm ptaków głośnych, ni hulanka
Wiatru rannego na uczcie poranka
Niech mnie nie budzi — a nawet jeżeli
Pan się przybliży do mojej pościeli...

O, mój śnie złoty! W tej cudów godzinie
Pierzchnij na Jego dotknięcie jedynie!
Oczy zamknięte! zbudźcie się bez grzechu
Na światło Jego jedynie uśmiechu,
Gdy już przedemną stanie, jak promienny
Sen, unoszący się z ciemności sennej.