Strona:Rabindranath Tagore - Pieśni ofiarne.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


18.

Był czas, gdym nie wiódł dla Ciebie uprawy —
I oto, serce i wzrok mój nieprawy
Kiedym niósł w tłumie i z tłumem zmieszany,
Tyś, Panie, wtedy jeszcze mi nieznany,
Wycisnął sygnet wieczności na wielu
Chwilach mojego przelotnego celu.

Dziś, kiedy światłem już przejrzałem święciej
I odczytuję rysy Twej pieczęci,
Widzę, że wszystkie te minione chwile
Leżą zmieszane i w kurzu, i w pyle,
Smutków, radości sypiąc się pamięcią
Dni moich — z Twoją, o, Boże, pieczęcią!

Ale Tyś lica nie odwrócił w blasku
Ze wzgardą od tych moich zabaw w piasku,
I kroki, które-m był słyszał w pokoju
Moim dziecięcym, tajemne w zestroju,
Są to te same, które dziś wyżyną
Twoją echami od gwiazd do gwiazd płyną.