Strona:Rabindranath Tagore-Poczta.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Lekarz:
Gdy Pan nasz przyjdzie i rozkaże: wstań!
Sudha:
Na usta twe różę z pól Jego kładę. A lotus w dłoń. Powitasz go kwiatem. Zwracasz mu grosz — a wonczas wszyscy głęboko się skłonim i będzie — cicho —
Podchodzi do łóżka, w którym leży Amal. Uczyniwszy parę kroków, przystaje. I tak, niezupełnie zblizka, kładzie nań biały i szkarłatny pąk).
Ojczulek:
(powtarzając w głos słowa szeptanej modlitwy):
I wszyscy wonczas się Panu pokłonim.
Sudha:
Powiedz mu — Szepnij mu do ucha — Nie zapomniałam, nie zapomnę o nim —
(Zdaleka, z cicha, począł brzęczeć gong).