Strona:Rabindranath Tagore-Poczta.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Wójt:
Przyjdzie, spyta, dowie się —
Amal:
Opowiem mu wszystko. Żeś mi list przyniósł i żeś mi go przeczytał, kochany, drogi, przyjacielu mój.
Madhav:
Gdyby choć jeden pąk rozkwitał w mym domu. Ucztę złagodzę, stoły zastawię —
Herold:
Kwiatów, i nieco ryżu dęstowanego życzy sobie Pan.
Amal:
Słyszysz, wójcie? Tak, jak-eś powiedział. Spełnia się wszystko. Będę posłańcem. Roznoszę listy. Wołają mnie uśmiechy. Kończy się droga. Jasny, błękitny dwór!
Lekarz Nadworny:
Zgaście kaganek! Niech jego czoła dotyka jeno gwiazda poranna. Spi.
Madhav:
Czemu zaciemniają pokój? Jawią wam się dobre znaki? Składają ręce do modlitwy! Cóż to pomoże?
Ojczulek:
Niewierny! Mówię ci —
(Przez drzwi rozwarte wchodzi zwolna
Sudha:
Amal! Przyniosłam kwiaty! Nie słyszy? Nie słucha? Kiedyż się obudzi?