Strona:R. Henryk Savage - Moja oficjalna żona.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kwit na cały bagaż, tak iż rzeczy pięknej damy zostały nadane aż do Petersburga. W razie zostania jej w Wilnie, miałem znów przed sobą perspektywę kłamstw i przekroczeń prawa.
Pułkownik gwarzył dalej, coraz to ciekawszy naszego petersburskiego adresu, wyrażając otwarcie nadzieję odwiedzenia nas tam.
Gdy pytania jego stawały się coraz to natarczywsze, miałem sposobność podziwiać takt mojej pseudo-żony, która jęła symulować znużenie. Wysiłki stłumienia lekkiego poziewania były tak niedwuznaczne, że gość spostrzegł to i rzekł z ugrzecznieniem:
— Idę już. Może zdołam schwytać kogoś do partji pikieta. Widzę, że pani dobrodziejka potrzebuje spoczynku.
Gdy się drzwi za nim zamknęły, zwrócony do Heleny, chciałem jej przedstawić nowe zawikłania z powodu owych bagaży, ale ku wielkiemu zdumieniu memu zasnęła natychmiast.
Leżała tak uroczo nieświadoma samej siebie. Urocza jej główka na błękitnej poduszce aż opadła wstecz, pozwalając widzieć niezrównaną szyję, której wpadające przez okno promienie słońca nadawały barwę kości słoniowej. Purpurowe usta były zlekka rozwarte, odsłaniając dwa rzędy białych pereł, a mała nóżka, wy­chylona z pod fałdów spódnicy, dodawała całości pewnej pikanterji.