Strona:Przybłęda Boży.djvu/345

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czynem wymodlony czysty dzień Radości — ten talizman wielkiej Odwagi — ten nieskalany ryngraf Chrystusowej husarji — ten nieprzebity pancerz nietykalności dla wszystkich dusz prostych, poniżanych, maluczkich i dziecięcych — ten śpiew śpiewów i najtajniej ludzkie sacrosanctum — ta doskonała kopuła nad katedrą życia — — w naszej mowie otrzymała nazwę: Symfonji Radości.

Ale nie tu jest kres jego twórczego działania. Trzy lata, jakie mu jeszcze pozostały w ramie pewnych pozorów życia fizycznego, odznaczają się śladem najdalej posuniętych, najabsolutniej muzycznych jego dzieł: sześciu ostatnich Kwartetów.
Poza niemi obejmuje ostatni, pięcioletni okres żywota jeszcze szereg kompozycyj, świadczących o nieustannej aktywności ducha, który obok tytanicznej pracy nad rzeczami ostatecznemi przejawiał się w utworach nawiasowych, wyładowanych przez dorywcze przyczyny. Były to już tylko jakieś zewnętrzne odpryski, albo wcale przezeń niewydane, albo nader błahemi tytułami ochrzczone. I jest w tem coś z paradoksu, że wśród ostatnich jego kroków jest właśnie kilka tak lekkich, tak nie z obecnego jego świata. Jest więc prócz szkiców do nowej Mszy, moc przygodnych pieśni, kanonów; jest prócz notatek do X Symfonji, dziesięć Warjacyj (op. 121 a) na fortepian, skrzypce i wiolonczelę, poprzedzanych Adagiem, pełnych inwencji, czaru i finezji, na temat operowej piosenki Müllera „Ja jestem krawiec Kakadu“; są pomysły do uwertury na cześć Bacha z tematem b-a-c-h — a obok tego małe walce i kilkanaście tematów warjacjami na flet i fortepian. Są świetnie opracowane motywy szkockie w brawurowym cyklu „Ecossaises“. Jest suita bogatych Bagatel op. 126 i nierównie od niej pełniejsze,