Strona:Przybłęda Boży.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cie o duszy brata? Należał do tych poziomych natur, które pod lakierem pozornego wykształcenia rozdymają balon swej nędzy duchowej, wypełniając go frazesem, miłą śpiączką w szychu, blichtrze i kłamstwie. Gdzie ty, gdzie ja? Co mnie i tobie, bracie?
Już przyszły ostatnie czasy. Już umarł Napoleon, ten ostatni cień zamazanych wspomnień. Na tę wieść powiedział Beethoven: „Przecież ja mu do tego muzykę napisałem już przed laty“ (w marszu żałobnym Eroiki).
Teraz już jest cisza naokoło. W pracy ostatniej, która jest już wypracą, przeszkadzają tylko natrętne choroby: bóle w uszach jeszcze budzących się czasem przez sen, reumatyzm, cierpienia wątroby, zwiastuny żółtaczki, podagra i słabość oczu. Tak, niemal spis chorób istniejących.
Z nowych ludzi spotkał się w owych latach z przyjacielem Goethego, Zelterem, który z krytycznego niedowiarka przeistoczył się w nabożnego entuzjastę jego tworu. Zjawił się w pielgrzymce i Rossini, na rękach noszony twórca „Cyrulika Sewilskiego“; Beethoven nie zapoznał wysokich i trwałych walorów tej korony oper komicznych. Z roku 1820 zachował się także list Beethovena do Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna, świadczący o przelotnym kontakcie obu mężów. W tym samym okresie hołd złożył Beethovenowi Weber, który przyjechał do Wiednia na premjerę swej opery „Euryanthe“. Z ust jego ucznia mamy opia wrażenia tej wizyty:
„Tak musiał wyglądać król Lear, albo bardowie Ossjanowi. Włosy grube, szroniejące, w górę wzniesione, tu i ówdzie zupełnie białe, czoło i czaszka sklepione przedziwnie szeroko i wyniosłe jak świątynia, nos czworokątny jak u lwa, usta rzeźbione szlachetnie i miękko, linja szczęk szeroka, z temi przedziwnemi