Strona:Przybłęda Boży.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szeczkę, to niech się stanie tak: żyć tuż, tuż przy nim i, co sił i mocy, rozjaśniać każdą chmurkę jego życia.“
Wiosna idzie, a we mnie trwa pora słoty i liście lecą, cichuteńko, nieustannie, bezszelestnie, nieustannie...
Dnia 2 maja: „Naszego drogiego Beethovena widuję bardzo rzadko.“
Dnia 13 maja: „Wczoraj po długim czasie widziałam go znowu. On oddycha w pobliżu nas, twórczy duch może tuż przy nas roi dzieła, dla których podziw rosnąć będzie przez wieki.
... on, który tak bardzo zasłużył na to, aby go nie dręczyło nic i nikt.“
Dnia 15 czerwca: „Poczekam, czy on czasem nie odkryje we mnie kruszyny godnej uwagi; bo podobać się temu, któremu właściwie najbardziej chciałabym się podobać, to jeszcze nie nastąpiło. Niedawniej jak dzisiaj znów byłam zachwycona dziełami jego potężnego, twórczego ducha. Muzyka jego przenika mię nawskroś i budzi uczucie entuzjazmu dla tego człowieka, uczucia utwierdzone na wysokiej jego wartości człowieczej, a przez to jeszcze trwalsze. On i Nanny wiedli onegdaj rozmowę... o miłości i małżeństwie. W poglądach na ten temat jest równie osobliwy, jak w ogólności.
Nie lubi u człowieka więzów żadnego stosunku. Sądzę, że go rozumiem trafnie, gdy powiem, że nie chce żadnych granic wolności człowieka. Tak więc uważa, że jest to znacznie głębsze, jeżeli istota kobieca, nie będąc, jak mniema, związaną z nim, daje mu swą miłość, a z nią to co najwyższe. W stosunku mężczyzny do kobiety widzi może już zacieśnienie wolności kobiety. O pewnym znajomym opowiadał, który twierdził, że trzeba żenić się bez żadnej miłości i że jest nader szczęśliwy i ma wiele dzieci. — O sobie