Strona:Przybłęda Boży.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rośnie od ręki ogrodnika“. „Gdy jednak matka tego pokroju dziecko swoje usiłuje zaplątać w swoje niskie i brudne tajniki, w tych subtelnych latach skłania je do nieszczerości (która jest zarazą dla dzieci!), do przekupywania mojej służby, do fałszu, śmiejąc się z niego, kiedy prawdę mówi, sama nawet pieniądze mu daje, by w niem zbudzić chucie i łakomstwa szkodliwe, mówiąc, że to drobiazgi, co ja i inni zaliczamy mu jako błędy, — wówczas to tak ciężkie dzieło staje się jeszcze cięższem i niebezpieczniejszem. — Wrażliwa ta roślina łatwo w swoim rozkwicie może być zniszczona przez oddech zatruty.“
Do wszystkich udręk żywota jeszcze i ta się przyczepiła w całej swej dokuczliwej złości. „W położeniu, w jakiem jestem teraz, potrzeba mi wszędzie pobłażania, bo jestem biedny nieszczęśliwy człowiek. — Co to za uczucie, bez opieki, bez przyjaciół, bez niczego, być w cierpieniach zdanym na samego siebie, tego doświadczyć można tylko na własnej osobie. Co do mnie, często jestem w rozpaczy i chciałbym skończyć życie... Jeżeli ten stan się nie skończy, w przyszłym roku nie będę w Londynie, lecz w grobie — chwała Bogu, że rola wkrótce będzie odegrana.“

Podróż bowiem do Anglji teraz przyoblekła się w nowe, bardzo realne plany. Propozycje bez końca, ogromnie nęcące i namacalne. Anglja wśród narodów cudzoziemskich zawsze składała Beethovenowi najżywotniejsze dowody uznania. Oto mu Tomasz Broadwood, współwłaściciel znakomitej fabryki fortepianów John Broadwood & Sons, przysłał z Londynu w darze wspaniały fortepian.
Była jeszcze jedna propozycja angielska: generał Kyd, przyjechawszy do Wiednia w celach leczniczych, zamówił u Beethovena za cenę dwustu dukatów nową