Strona:Przybłęda Boży.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ja tu chciałem na muzykę przełożyć pańskie dzieje miłosne z żoną. Jeśli pan chce tytułów, to proszę nad pierwszą częścią napisać „Walka między głową a sercem“, nad drugą „Konwersacja z ukochaną“.
Brat hrabiego Karol, przezacny, kochany książę, w tym roku przeniósł się do wieczności. Beethoven pisze do Maurycego: „Księżnej całuję ręce za jej pamięć i życzliwość dla mnie. Nigdy nie zapomniałem, co wam wszystkim wogóle winien jestem, aczkolwiek nieszczęśliwe wydarzenie spowodowało stosunki, w których tego nie mogłem okazać tak, jak chciałem“.
Przyjaciele schodzą z pola. Już i na mnie czas będzie niebawem. Ale jeszcze nie, jeszcze nie... Odejście musi być dokonane tą drogą, która mi jest znaczona: drogą przeze mnie, drogą przez całkowite złamanie w sobie tego, co jest z ziemi. Potem pójdę.

Jeszcze jeden w tym roku zakończył życie: brat Karol. Umarł w okresie, kiedy stosunki braterskie przybrały formę najlepszą. Ludwik pielęgnował chorego Karola z tkliwością i okazywał mu serce, jakiego ów nie był godzien w takiej pełni. Karol umarł na gruźlicę, odziedziczoną po matce. W testamencie, obok żony polecając bratu opiekuństwo nad ośmioletnim synem Karolem, napisał te słowa: „Ponieważ ukochany brat mój często wspomagał mnie głęboką braterską miłością i w sposób najszlachetniej wielkoduszny, oczekuję i na przyszłość z pełnem dla jego zacnego serca zaufaniem, że okazaną mi tak często miłość i przyjaźń ujawni także wobec mojego syna Karola i zastosuje wszystko, cokolwiek konieczne jest dla duchowego wykształcenia mego syna i dla jego dalszego rozwoju“.