Strona:Przybłęda Boży.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak, niestety musi to być — ty się opamiętasz, tembardziej że znasz wierność moją, nigdy żadna inna serca mego posiąść nie może nigdy — nigdy — o Boże, czemu trzeba się oddalać, gdy się tak miłuje, a jednak moje życie w V. jest jak teraz życiem lichem. — Miłość Twoja najszczęśliwszym uczyniła mnie i najbardziej nieszczęsnym zarazem — a poczta jednak odchodzi codziennie — i dlatego muszę kończyć, abyś list otrzymała zaraz — bądź spokojna, tylko spokojnem na byt patrzeniem osiągnąć możemy nasz cel wspólnego życia — spokojna bądź — miłuj mnie — dzisiaj — wczoraj — jak tęsknota ze łzami za tobą — tobą — tobą życie moje — wszystko moje — bądź zdrowa — o miłuj mnie wiecznie — nie zapoznawaj nigdy serca najwierniejszego
kochanka twego
L.“
Czy list został wysłany? Czy też spoczął odrazu w skrytce pogrzebanych nadziei? Albo czy wyszedł w świat i później zwrócony został według zasad dobrego wychowania?
Nie wiemy. To jedno wiadomo, że autor do śmierci chował go w biurku, jako jedyną konkretną pozostałość Czasu Miłości, jako jedyny namacalny dowód, że tamta epoka istniała rzeczywiście.
Dla nas uchowały się jeszcze fragmenty pamiętnika Teresy Brunswick i piękny jej portret olejny pendzla J. B. Lampi’ego w beethovenowskim domu w Bonn, z dedykacją na odwrotnej stronie: „Rzadkiemu Genjuszowi, wielkiemu Artyście, dobremu Człowiekowi od T. B.“
Uczucia ich trysnęły równo w niebo i na wyżynie zderzyły się w dopełnieniu cudu, jak dwie idealne hemisfery.
Beethoven stanął na ciężkiem rozdrożu. Czy wolno mu odważyć się na krok, który musiał być wyrokiem?