Strona:Przybłęda Boży.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


były blisko przy sobie — pierś mam pełną, by wiele mówić do Ciebie — ach — są chwile, kiedy widzę, że mowa to jeszcze nic — rozwesel się — bądź wiernym, jedynym skarbem moim, mojem wszystkiem jako ja Tobie — resztę bogi zesłać muszą, co dla nas być musi i być ma. —
Twój wierny
Ludwik.
Wieczór w poniedziałek, 6 lipca.
„Cierpisz, Istoto moja najdroższa. — Cierpisz — ach, gdzie ja jestem, i Ty jesteś ze mną, ze mną i Tobą uczynię, że z Tobą będę mógł żyć, co za życie!!!! tak!!!! bez Ciebie — ścigany ludzką dobrocią tu i tam, a myślę — żem na nią ani zasłużyć chciał, ani zasłużył — pokora człowieka wobec człowieka — ona mnie boli — i kiedy siebie widzę w związku z Wszechświatem, czem jetem ja, a czem jest Ten — którego się zwie Największym — a jednak — jest w tem znowu boskość człowieka — płaczę gdy myślę o tem, że Ty pewno w sobotę dopiero pierwszą wiadomość ode mnie otrzymasz — jakkolwiek mnie miłujesz — mocniej miłuję ja Cię jednak — lecz nigdy nie ukrywaj się przede mną — dobranoc — skąpany spać iść muszę. O Boże — tak bliska! tak daleka! nie istny-ż to gmach niebieski, miłość nasza — ałe i mocna narównie, jak twierdza Nieba. —
Dzieńdobry 7 lipca —
..już się do Ciebie tłoczą ideje Kochanko moja Nieśmiertelna, tu i ówdzie radosne, potem smutne znowu, od Losu wyczekujące, czyli nas wysłucha — żyć mogę albo tylko cały z tobą albo wcale, aż postanowiłem tak długo błądzić wdali, póki w ramiona twoje nie będę mógł ulecieć a siebie nazwać zgoła tobie bliskim, duszę Tobą owianą posłać w królestwo duchów —