Strona:Przybłęda Boży.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rym się nic oprzeć nie śmie. Strome gamy akordowe w urywanej wyrazistości suną wgórę przemożnie; każda staje na dwóch półnutowych akordach drzewnych instrumentów, nim zapadnie i nowej miejsca ustąpi. Teraz gromowe trójdźwięki zespolone rozpierają się w górze przenikliwemi sforzandami, od dołu biją równe bałwany oktaw i wysoko ponad głowami rozpryskują się w następnym trójdźwięku, już nowa szarża fal wali z głębi; aż czwarty atak zwiąże się w ścichającej kokardzie i przerodzi w c-durową pieśń oboja, tak słodką, tak rytmiczną, tak dech zapierającą, — że nie mogła się ostać długo, utonęła pod naporem nawalnego powrotu, który wierzyć zmusza, że oddechowy przypływ oceanu powstaje z niezbadanego magnetyzmu dalekich księżyców. Po czwartej fali jest znowu pieśń słodka, lecz jakżeż wzmocniona wewnętrznie, podniesiona w jasne fletowe f-dur, z fali wynurzona w oplocie miękkich wodorostów, które jej barwę zmieniają czarownie. Głośne i ciche oktawy e, to niskie, to wyżynne, wolniejące, przeistaczają się niespodziewanie z taktu czteroćwiartkowego w daleki, galopowy, subtelnie miarowy rytm 6/8: otwiera się powiewny taniec Vivace, którego szczególny posmak sprawiają wtrącone odbitki, arytmiczne przednutki; z powtórzenia tanecznego tematu rośnie chromatyczne wzwyżanie triolowych figur, aż do szczytowego fortissimo w cis-moll, które jest rozkoszną niespodzianką i rodzi drugi temat, bliski pierwszemu. Jak tu genjalnie ono cis-moll, przez bajkowe metamorfozy gis-moll, as-moll, h-dur, przechodzi w e-dur! Jak piętrzą się osobliwie skoczne uderzenia par akordowych, przerywanych ósemkowemi pauzami! Jak z nich wynurza się oktawa cis, c, h, jedno z najpiękniejszych przejść! Wyrównanie w odpoczynku oktawy c jest ulgą niewysłowioną, neutralizującą wagą, z której po chwili już tryskają uparte figury basowe, w przemianach kontra-