Strona:Przybłęda Boży.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tiedge i byli inni. Nieraz słuchało się pięknego głosu cudownej i głębokiej kobiety, panny Amalji Sebald, z którą nawiązują się nici przyjacielskiej sympatji. Radca gubernjalny Varena, wielkoduszny filantrop, urządza w Gracu koncerty na rzecz instytucyj dobroczynnych. Beethoven z gotowością pozwala wykonywać swoje dzieło, wśród których Symfonja Pasterska dwukrotnie zdobyła sukces olbrzymi, a na propozycję wypłacenia honorarjum odpowiada posłaniem dalszych partytur: „Jeśli tam w domach ubogich jest składnica na takie rzeczy, niech pan te trzy dzieła tam złoży jako mój udział uczuciowy dla waszej biedoty i jako własność tamtejszych akademij ubogich“.
Następne lato znów go zastaje w Cieplicach, gdzie zgromadził się kwiat arystokracji niemieckiej dokoła cesarskiej austrjackiej pary. Beethoven żyje w zupełnej samotności. Wychodzi z ukrycia dopiero, gdy do jego drzwi, dnia 19 lipca 1812 roku, zapukał wspaniały mąż w chmurze sławy i przepychu, ekscelencja, książęcy weimarski tajny radca Jan Wolfgang von Goethe. W sekundzie, kiedy zmierzyły się w ciekawem spojrzeniu oczy tych dwóch, musiało nastąpić jakieś krótkie spięcie energetycznych potęg, jakiś pierwszy mistyczny dotyk dwóch oceanów w środskalnej szczelinie.
Goethe po tej wizycie, której treści nie znamy, tego samego dnia w liście do żony z tak fenomenalnie trafną ostrością ujął istotę człowieka i czynu, skojarzonych w jednej osobie: „Silniej zestrzelonym w sobie, bardziej energiczuym, bardziej wewnętrznym nie widziałem jeszcze żadnego artysty. Pojmuję doskonale, jak on dziwnie światu przeciwstawiać się musi.“ Nazajutrz Goethe z Beethovenem odbyli przejażdżkę, przez kilka dni poeta odwiedza muzyka, notując: „Grał wspaniale.“