Strona:Przybłęda Boży.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sał teraz Beethoven własną ręką u samej góry słowo, które było treścią dzieła:

„BUONAPARTE“;

u dołu drugie imię:

„LUlGI VAN BEETHOVEN“.

Imiona dwóch mężów o wielkich podobieństwach. Dwóch Pierwszych Konsulów na straty nowych, przez nich stworzonych praw. Dwóch wyzwoleńców z niewoli zbutwiałych powijaków. Dwóch ludzi niskich, przysadzistych, o szerokich barach, mocnych kościach i upornym karku. Dwóch, którzy szli w sprzeczności z istniejącym światem i świat przemienili, jedną parą dłoni przeorali cały świat.
Nigdy więc nie będzie odpowiedzi na pytanie, kogo sławi przedewszystkiem Symfonja Bohaterska: pierwszego, czy drugiego, czy obu równocześnie?
Ferdynand Ries, ukochany uczeń, stanął w drzwiach z wypiekami na twarzy. Mistrz spojrzał pytająco w jego zmienione oczy. I jakby tchu szukając, Ries wyrzucił po chwili:
— Napoleon ogłosił się cesarzem Francuzów.
Beethoven porwał się z krzesła. Oczy, wlepione w ucznia, zwolna się rozszerzyły, na czole skłębiła się ciężka chmura, wreszcie wściekłość bluzgnęła przez bolesny skurcz szczęk:
— „Więc i ten niczem innem nie jest, tylko zwykłym człowiekiem! Będzie teraz nogami deptał wszystkie prawa człowiecze, będzie folgował tylko swej ambitnej żądzy! Będzie siebie teraz ponad wszystkich stawiał! Tyranem będzie!“
Beethovenem trzęsła pasja niesamowita. Przez chwilę z oczami utkwionemi w ziemię i zaciśniętą pięścią trwał nieruchomy. Nagła błyskawica wielkiego gniewu przedarła chmury czoła, ciałem szarpnął ruch wściekłej decyzji. Skoczył do stołu, szarpnął z party-